Z dniem 1.07.2011 r. Strona SmallvillePlanet weszła w skład nowopowstałego serwisu DCM 3.0 (DC Multiverse pod adresem www.dccomics.com.pl) . Obecnie przeglądasz jedynie archiwum Smallville. Jeżeli jesteś partnerem serwisu SmallvillePlanet, Twoje reklamy są wyświetlane jednocześnie na obu stronach w ramach DCM Network. Prosimy o niezwłoczny kontakt pod adresem kubanino@smallville.com.pl!
Hatak
Pamiętnik Lexa

Nazywam się Alexander Luthor. Moja mama od zawsze mówiła do mnie LEX, więc tak już zostało. Dlaczego postanowiłem pisać o sobie? Dlaczego potrafię otworzyć się tylko do pamiętnika, a nie ludzi mi bliskich? Odpowiedź leży w głębi mojej duszy – pokaleczonej i zdeptanej. Bogactwo nie jest szczęściem – moja rodzina nigdy go nie zaznała. Wydawać się może, że jako najbogatszy człowiek na Ziemi mam wszystko, o czym zamarzę. Lecz mi wydaje się, że pieniądze, które zarobił mój ojciec są splamione krwią- krwią tych, którzy teraz jako demony siedzą i w nim i we mnie. Demony, które ciągną mnie na sam dół. Mój przyjaciel Clark często pomaga mnie i innym. Ratuje ludzkie życie i walczy o nie. Lecz ja walczę codziennie. Walczę z samym sobą...

„Zło ukrywane rośnie”
Wergiliusz

Pamiętam swoją ulubioną zabawę z dzieciństwa. Miałem wtedy 4 lata. Zabawa polegała na tym, że podnosiłem kamień i rzucałem nim w siedzące na drzewie kruki. Czułem wtedy radość, że mogę sprawiać ból czemuś mi nieznanemu. Zawsze się ich bałem. A rzeczy, których się boję, rzeczy, których nie rozumiem działają na mnie motywująco - musiałem albo poznać ich naturę, albo zniszczyć. Po śmierci matki postanowiłem, że nie będę się bał niczego. Pamiętam, że wyobrażałem sobie wtedy, iż istnieją we mnie dwie osoby, które były całkowitymi przeciwnościami. Jedna osoba pozwalała mi czuć się lepiej i miała głos mojej matki. Mówiła do mnie ciepłym głosem- „Lex! Podnieś się. W życiu czeka Cię jeszcze tyle pięknych chwil i tyle szczęścia”. Nie wierzyłem tej osobie- natomiast sugestywnie przemawiał do mnie inny głos- bardziej głęboki i bardziej demoniczny. Powtarzał w kółko to samo- „Ja jestem tobą Lex. Ja Cię stworzyłem, ja jestem kimś, kim Ty będziesz. Ja jestem kimś, kim Ty zawsze byłeś...” Ten głos jednak mi pomagał- pozwalał czuć się lepiej i tłumił mój ból. Dzięki niemu wmawiałem sobie, że nie mogę być nigdy zraniony. Że jestem czymś więcej niż zwykłym człowiekiem.


„Niszcz zło w zarodku”
Owidiusz

Pewien sen wbił mi się szczególnie w pamięć. Śnił mi się parę razy w dzieciństwie. Stoję w nim na środku wielkiego miasta. Ludzie otaczają mnie z każdej strony i pokazują na mnie palcami. Śmieją się i starają się doprowadzić mnie do furii. Nie udaje im się, bo ja tylko stoję i się uśmiecham. Wtedy podchodzi do mnie mój ojciec i krzyczy na mnie za to, że pozwalam im na to. Ja dalej się uśmiecham i podnoszę ręce do góry. Z nieba zaczynają spadać ogromne krople krwi, które uderzają o leżące na ulicy ciała. Bo tam już nie ma ludzi- całe miasto wypełnione jest trupami. Mój ojciec patrzy na mnie z podziwem, ale wkrótce dociera do niego to, że to wcale nie była demonstracja mojej potęgi, ale coś o wiele straszniejszego. Mój ojciec odsuwa się ode mnie z przerażeniem na ustach. Sam Lionel Luthor boi się tej osoby, którą wypuściłem ze swojego wnętrza. On nie lęka się tego, że jestem potężniejszy niż on kiedykolwiek był. Mój tato boi się, że to co we mnie tkwi ma straszliwą moc, której nawet on nie jest w stanie zrozumieć. Wtedy zawsze budzę się spocony, ale jednocześnie chcę wrócić do tych marzeń z powrotem - bo zawsze marzyłem, aby Lionel Luthor przestraszył się mojej potęgi...


„Bądź dobry, a będziesz samotny”
Mark Twain

Kiedy trzymałem Juliana na rękach czułem, że oto właśnie tworzy się nowy rozdział w życiu Luthorów. Poczułem się bratem, obrońcą i bohaterem dla tej małej, bezbronnej duszyczki. W tym dziecku było tyle dobra, że pozwalało mi ono czuć się lepszym człowiekiem. Mama często mi powtarzała, abym nie pozwolił, aby Julian kiedykolwiek czuł się niekochany. Byłem jeszcze dzieckiem, a wiedziałem, dlaczego Julian musi mieć inne życie niż ja miałem. Jako łysy odmieniec, mogłem ofiarować braciszkowi dwie rzeczy- poczucie bezpieczeństwa i miłość. Ojciec nie chciał, aby Julian był słaby, tak samo jak ja stałem się słaby przez moją matkę. Wkrótce jednak zauważyłem, że ojciec wyczuł, że Julian to zwyczajne, słodkie dziecko, które wyrośnie na zwyczajnego syna miliardera. Ta „słabość” doprowadzała go do furii. Moja matka jednak wiedziała, że to nie była słabość- to dziecko było jedynym ratunkiem dla mojego cierpienia. Wiedziała, że Julian pozwoli mi czuć się lepszym człowiekiem. To dziecko było błogosławieństwem, o które Lilian modliła się po nocach. Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, że nie jestem odpowiedzialny za śmierć mojego braciszka... Ale nawet teraz, nie potrafię znienawidzić mojej mamy za to, co zrobiła. Ona nie zabiła Juliana- ona go wyzwoliła. Wiedziała, że ta nieskazitelnie czysta dusza nie wytrzyma tego bólu, jaki serwuje mnie i jej nasz ojciec. Wiedziała, że Julian wyrośnie na kogoś słabszego ode mnie. Że on by tego nie wytrzymał. Śmierć Juliana była tragedią, ale moment, w którym ojciec mnie uderzył był wyzwoleniem. Wtedy obiecałem sobie, że ten człowiek nigdy więcej mnie już nie skrzywdzi. Być może mój braciszek był tylko ofiarą, jaką musiałem złożyć abym mógł się przebudzić. Dzień, w którym zmarł Julian był dniem, w którym zmarłem i ja. Ale narodził się też i ktoś inny...


„Życie jest ciągle walką, a pokój jest tylko owocem zwycięstwa”
Joseph Conrad

Sen, który pojawił się w moim wieku gimnazjalnym, nie był już czymś przyjemnym. Jestem w nim na szczycie jakiejś wielkiej góry i rozkoszuję się widokiem ziem, którymi władam. Jestem władcą, a za mną stoją ogromne armie. Wszyscy gotowi zginąć za mnie- widać w ich oczach wściekłość. Ten rodzaj wściekłości nie jest niczym złym- motywuje do walki, pomaga nie czuć bólu i daje kopa energetycznego. Cała armia barbarzyńców, którzy zrobią dla mnie wszystko. Na samym dole stoją trzęsący się ludzie- chudzi, wygłodniali i modlący się. Są tylko przeszkodą na mojej drodze. Nagle niebo staje się jaśniejsze, a blask słońca oślepia mnie niczym wybuch bomby atomowej. Zjawia się pewien człowiek, który ubrany jest w niebieską zbroję i czerwoną pelerynę. Wtedy biorę włócznię i dźgam tę postać w samo serce, próbując go zabić tak jak św. Jerzy smoka (ojciec często opowiadał mi tę historię). Ten człowiek cierpiał i krzyczał –„Wiesz Lex, że nie potrafisz mnie zranić fizycznie. Tylko poprzez moje uczucia możesz to zrobić...” Wtedy mnie olśniewa! Ten człowiek jest niezniszczalny, a jedyna rzecz, o którą się martwi, to ta banda wieśniaków klęczących u podnóża góry. Rozkazuję mojej armii zabić ich wszystkich. Człowiek w niebieskiej zbroi zabija ich jeden po drugim, nie pozwalając się im zbliżyć do wieśniaków. Kiedy zostałem już tylko ja i on, człowiek podchodzi do mnie, ale nie zamierza mnie zabić. Doprowadza mnie to do szału, bo wygląda na kogoś, komu wydaje się, że już przegrałem i nie warto mnie dobijać. Wyciągam sztylet z zielonym rubinem na rękojeści i wbijam temu człowiekowi prosto w serce. Przeciwnik pada na ziemię, a w oczach ma łzy, które nie są łzami bólu, a raczej łzami smutku. Wtedy zjawia się moja mama i kuca nad ciałem zabitego rycerza. Nie zwraca w ogóle uwagi na mnie. Jestem zdezorientowany i zdruzgotany. Moja własna matka klęczy nad ciałem zabitego wroga! Nagle oczy Lilian kierują się w moją stronę- „On był Twoim przyjacielem Lex. On podawał dłoń, a Ty odrzucałeś jego przyjaźń. Ten rycerz był ostatnią szansą od losu, abyś się nawrócił. Teraz nie masz już nikogo”.Nie wytrzymuję tego bólu i krzyczę w napadzie furii... Zbudziłem się wtedy, w jednym z pokoi w moim akademiku. Nie wiem kim był ten rycerz, ale wiem, że jeżeli kiedykolwiek spotkam kogoś podobnego, będę musiał go zniszczyć


„Na złych ludziach można polegać. Ci przynajmniej nigdy się nie zmieniają”
William Faulkner

Jako nastolatek w końcu zdałem sobie sprawę, czego szukam w życiu. Miałem tyle pieniędzy, że mogłem nasycić każdą swoją potrzebę fizyczną. A co z tymi niematerialnymi? Wiedzą, władzą, siłą... Postanowiłem, że kiedy dorosnę nie poprzestanę na władaniu LuthorCorpem (bo taki miałem zawsze plan- zrobić z LuthorCorp jeszcze większą potęgę i to bez pomocy mojego ojca) oraz zajmę się polityką. Nie ma nic piękniejszego od władania ludźmi, tworzenia świata według swojej wizji, patrzenia jak zmieniasz historię. Wielcy ludzie, których podziwiam (Bonaparte, Aleksander Wielki, Juliusz Cezar) zostali zapisani na kartach historii nie tylko dlatego, że dokonali wielkich czynów. Oni przełożyli swój geniusz na czyn- dokonali rewolucji w polityce i wyprzedzali swoje czasy. Wydawało mi się, że podążam z góry ustaloną i zapisaną przez los ścieżką. Dopóki nie poznałem pewnej osoby... Clark Kent uratował mi życie i nasze losy zetknęły się w przedziwny sposób. Do dzisiaj uważam, że kolczatka, która spadła z ciężarówki (ta, na którą wjechałem swoim Porsche i która przebiła opony w moim samochodzie) nie była nieszczęściem, ale naprowadziła moje przeznaczenie w całkiem nowy kierunek. Uderzając w most myślałem, że to koniec. Clark dał mi nowe życie, wyciągając mnie z wody. Wiele osób myślało, ze od tego czasu trzymałem go blisko siebie, aby móc rozwiązać zagadkę tego wypadku. Nic bardziej błędnego. Clark Kent był dla mnie inspiracją. Podziwiałem go w każdym calu. Chciałem, aby moja dusza była przynajmniej w połowie tak nieskazitelna jak jego. Chciałem być nim, chciałem mieć jego rodzinę. A przede wszystkim chciałem pomóc mu lepiej poznać świat. Clark uratował moje życie nie raz. Ale ja dalej szukałem- szukałem czegoś, czego być może w tym chłopaku nie ma- inności. Najsmutniejszy był moment, kiedy zdałem sobie sprawę, że to dobroć Clarka była czymś, co uważałem za nieziemskie i ponadnaturalne. Nie wierzyłem w bezinteresowną dobroć. Ale i tak trafienie do miasteczka Smallville było dla mnie błogosławieństwem...


„Samotność jest przedsionkiem śmierci”.
Germaine de Stael Holstein

Co ciekawe nie pamiętam momentów, w których były podawane mi środki halucynogenne na życzenie mojego ojca. Cały okres pobytu w Belle Reeve to dla mnie jedna, wielka czarna dziura, ale przypomniałem sobie podczas terapii w Sommerholt szereg wizji, które przelatywały wtedy przez moją głowę. W tych wizjach było mnóstwo cierpienia, płacz Juliana, krzyk mojej matki, gniew i ryk Lionela. Ojciec stał nade mną pokazując palcem na kołyskę i martwego Juliana. Nagle do pokoju wbiła się ogromna jasność, która rozświetliła pokój. Nie byłem już karconym synem, stojącym obok potężnego ojca. Byłem prezydentem, który stoi w swoim biurze i wygląda z dumą przez okno. Czuję się taki szczęśliwy, a świat wydaje się być spokojny i pełen kolorów. Jednak ktoś stuka do drzwi mojego biura. Stukanie jest coraz głośniejsze. Obok mojego biurka pojawia się zakrwawiona kołyska i słyszę głos, który dobiega zza drzwi- „Luthor! Myślisz, że uciekniesz od przeszłości? Myślisz, że uciekniesz od odpowiedzialności?”. Przyglądam się jeszcze raz światu za oknem. Nic już nie jest takie kolorowe i piękne jak na początku. Niebieska mgła przykryła wszystko, a cała roślinność stała się brązowo-zielona. Drzwi otworzyły się z hukiem, a w nich stało dwóch rycerzy. Jednego pamiętam ze snu, w którym walczyłem wraz ze swoją armią- ta sama zbroja i ta sama czerwona peleryna. Drugi rycerze wygląda na bardziej mrocznego- jego peleryna jest czarna, a rogi na masce zbroi wyglądają na rogi diabła lub nietoperza. Stoją i patrzą się na mnie, ale widać, że niebieski rycerz waha się. Wykorzystuję ten moment i sięgam po mój sztylet. Rzucam się na niebieskiego rycerza, ale zostaję powalony na ziemię przez tego w czarnej pelerynie. Obaj łapią mnie za ręce i wyprowadzają na balkon. Krzyczą, że to ja zniszczyłem świat i że to przeze mnie wygląda jak wygląda. Nie wierzę im! Wszystko wyglądało tak pięknie, dopóki oni się nie zjawili. Nagle patrzę na ludzi, którzy otaczają biały dom. Wśród nich stoją Clark Kent i Lana Lang. Rozmawiają z jakimiś ludźmi i pokazują na mnie palcami. W oczach Clarka widać nienawiść i zniesmaczanie. Próbuję coś do niego krzyknąć, ale nie mogę wydusić z siebie słowa. Potem przyglądam się uważniej ludziom, z którymi rozmawiają Clark i Lana. Ci ludzie to moja matka i mój ojciec. Na twarzy ojca widać zadowolenie i dumę, a na twarzy matki cierpienie. Widocznie bardzo mi współczuje, ale nie może przekonać dwóch rycerzy, aby mnie zostawili w spokoju. Moja matka przestaje patrzeć w moją stronę i zapłakana tuli się w objęcia...Clarka Kenta! Nie czuję wtedy władzy, nie czuję wtedy siły- wszystko pogrążone jest w mroku i cierpieniu. Jestem słaby, przegrany... Nie pamiętam co dalej było w tej wizji, ale wiem jedno. Dwójka rycerzy symbolizuje zapewne moich przyszłych wrogów politycznych. Każdy polityk narażony jest na konfrontację z innymi ideałami. Niebieski rycerz już nigdy potem nie zagościł w moim śnie. Oznacza to, że pogodziłem się z tym, że w przyszłości znajdzie się osoba, której mogę się bać. Jestem pewny, że kiedy moment konfrontacji z wrogiem nadejdzie (o ile nadejdzie) będę gotowy do walki...

Autor: El-Kal
 

efoteczka na dole
koniec środka